Wojciech Lemański. Ksiądz, który się biskupom nie kłaniał (Dzień z życia)

Ksiądz Wojciech Lemański
Ksiądz Wojciech Lemański Fot. Tomasz Golonko / naTemat
Ksiądz Wojciech Lemański dzień zaczyna od kubka kawy. O 5 rano, gdy tylko wstanie potrzebuje mocnego kopa na rozruch. O tak zabójczej porze kopa potrzebowałby sam Duch Święty. Ale Lemańskiemu nie w głowie żarty. W końcu jest proboszczem w parafii położonej niecałe 50 kilometrów od Warszawy. W Jasienicy.

Jasienica to mała wieś położna pod Tłuszczem (dla jasności - chodzi o miasto). I w tej wsi problemy i sprawy są ważne jak wszędzie indziej. Dla księdza Wojciecha sprawą ważną jest na pewno msza, którą odprawia o 6 rano a po jej zakończeniu jest do dyspozycji wiernych.

- Gdy kończy się boża liturgia mam czas na spotkanie się z mieszkańcami Jasienicy. Zawsze jest coś do przegadania czy wysłuchania po prostu. Mieszkańcy z Lemańskim mają dobrze.

W niedzielę "prima", czyli pierwsza msza zaczyna się dopiero o 8. - Kiedyś zaczynała się o 9, ale wierni chcieli mszę wcześniej. Widocznie nie potrzebują wypoczywać tak długo. Bo proboszcz taki jak Lemański jest dla ludzi, a nie ludzie dla niego. Skoro chcą wejść do kościoła wcześniej, to wiernym się "idzie na rękę".


Naszej rozmowie przysłuchiwał się ksiądz Jan z sąsiedniej miejscowości. A dokładniej mówiąc - był rozmówcą najbarwniejszym. To dobry przyjaciel Lemańskiego i mimo wieku pełen werwy. Rozbawiał mnie i księdza Wojciecha:

- ksiądz Wojciech lubi robić wszystko sam - mówi ksiądz Jan i oczekuje odpowiedzi innej niż zaraz ode mnie usłyszy. Ja też tak mam - Jezu, to wy jesteście szaleni.

- W tygodniu czas na śniadanie mam dopiero o 8 - mówi Lemański z uśmiechem, bo słowo "dopiero" nie jest zarzutem a bardziej dowodem na to, że wierni nie mogą czekać. A dla proboszcza oni są najważniejsi. - Rano lubię przejrzeć też internet, zobaczyć co dzieje się na świecie i czy moje teksty na blogu się czytają. W każdą niedziele publikuje też kazanie, ale w formie felietonu, żeby się lepiej czytało. Dziś mamy niedzielę - dopytuję Lemańskiego. - Niedziela jest bardziej kapłańska, dlatego teraz przygotowujemy się do mszy dla dzieci, którą odprawię o 10. To ciekawe i ważne spotkanie, bo na tej mszy trzeba mówić tak, aby dzieci zrozumiały, trzeba mówić ich językiem. Przychodzi dużo dzieci, co mnie bardzo cieszy.


Zaraz po mszy dla najmłodszych ksiądz Lemański zostaje w kościele. Jest czas na spowiedź i na wypominki - to czas, kiedy wspominamy zmarłych - mówi ksiądz Wojciech. Rozglądam się po ławach i widzę, że za zmarłych modli się tylko garstka ludzi. Jest jeszcze coś. Wyczuwa się bardzo intymną atmosferę, która wymusza na takim gościu jak ja powagę. W końcu ta grupa ludzi się modli za kogoś kto odszedł, może cierpią, bo nie chcą się ze stratą pogodzić. Nie robiłem zdjęć.






Zimno. Zarówno mi, jak i wiernym. Oraz księdzu, który zabiera mnie na plebanie, aby się ogrzać i napić czegoś gorącego. Proszę o kawę, co wywołuje uśmiech u księdza, bo kawa przecież jest na rozruch. Rozglądam się po plebanii, bo każdy pokój jest ciekawy. Proboszcz zajmuje tylko górną część i to właśnie pokoje na piętrze budzą największe zaciekawienie. Książki, bibeloty, krzyże i krzyżyki. Pamiątki. Wszędzie karteczki, drobne przedmioty zawieszone na haczykach, tak jakby miały specjalnie być na widoku. - Wie Pan (czasem ksiądz powie do mnie na Ty, co jest miłe) po co ja tak wszystko zaczepiam na ścianach? Bo mam słabą pamięć.

Nie zaskoczę was. Po 30 minutowej przerwie na kawę znów pobiegliśmy do kościoła. Musieliśmy śmiesznie wyglądać - co czas jakiś po terenie kościoła biegał ksiądz a za księdzem człowiek z aparatem i dyktafonem. Ale wróćmy do mszy o 12:00. To msza dla dorosłych. Zauważyłem, że na 12-stą przychodzi najwięcej młodych ludzi. I tych, co wstawać rano nie lubią. A z tymi młodymi i zaspanymi przyszły też dzieci. W sumie najwięcej ludzi przychodzi właśnie w południe. - Po tej mszy jest czas, aby spotkać się z wiernymi czy napisać coś na bloga. I tak też jest. Ksiądz Lemański wiernych wysłuchuje w kościele, przed mszą i po mszy.


Odnosiłem wrażenie, że ksiądz jest bardziej od wysłuchania niż od prowadzenia liturgii.

Ksiądz Lemański na osoby związane z kościołem mówi "Słoneczka".

Jest godzina 13. Na plebanie zaglądają parafianie, którzy z księdzem chcą porozmawiać, ale i załatwić sprawy związane z bierzmowaniem czy chrztem. Wtedy Lemański otwiera kancelarie i przyjmuje wiernych. Jedne sprawy to kwestia podpisania jakiś dokumentów, ale i zdarzały się takie, przy których być nie mogłem. Osobiste. Bardzo osobiste.



Gdy dochodzi 14-sta, jest czas na posiłek. - Lubi Pan kapustę? - dopytuje mnie Lemański a ja kiwam głową na tak. To pierwszy ciepły posiłek księdza. Na śniadanie zjadł ryż na mleku z torebki, a po pierwszej mszy... pomarańcze. To nie żadna dieta a zwykły brak czasu na rozsiadanie się i urządzanie wieczerzy.

Przy okazji upadł mit, jakoby każdy ksiądz na plebanii robił schadzki mocno zakrapiane przy suto zastawionym stole. Naprawdę nie ma na to czasu. Moja wizyta dobiega końca.

Ksiądz Wojciech chce pokazać mi jeszcze jedno - świetlicę i plac zabaw. - Plebania jest tak duża, że można było zagospodarować przestrzeń. Zrobiliśmy świetlicę, żeby młodzi mogli przyjść i się pouczyć. A plac zabaw zrobiliśmy sami. Będzie jeszcze ścianka wspinaczkowa.


- Kiedy ma ksiądz czas na odpoczynek? - Spać idę o 22. Ale jest dopiero 16 - dopytuję zapominając o ważnej przecież kwestii. Ksiądz to też człowiek. - Jadę do ojca, dla którego muszę mieć czas, bo to jest także czas tylko dla mnie, bardzo osobisty.

W Jasienicy był Tomasz Golonko.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KościółWojciech LemańskiFotografia
Skomentuj